30 stycznia 2018

Podsumowanie miesiąca - styczeń 1#

Lubię ten moment, kiedy w spokoju mogę na chwilę usiąść i zastanowić się nad minionym miesiącem.
Sięgając chwilą do pierwszego dnia stycznia w głowie mam mnóstwo miłych skojarzeń. Ten czas rozpoczęłam z moją niemiecką rodziną i znajomymi, świętując już dziewiąte urodziny małego J., którym wcześniej się opiekowałam.
Zaczęło się całkiem niewinnie, jednak później ten miesiąc był tykającą bombą. Nagle ni stąd ni zowąd pojawił się nawał pracy i obowiązków. Wszystko musiało być robione na szybko. Nie miałam chwili wytchnienia aż do wczoraj. Przeżyłam i mam się dobrze, więc zapraszam na podsumowanie stycznia:

1. Obiecałam sobie, że każdego miesiąca będę piekła ciasto. Gotować potrafię a piec niekoniecznie, dlatego też postanowiłam się tego nauczyć. Myślę, że 12 ciast w ciągu roku, to nie taki wielki grzech, a niejednej osobie buzia się cieszy na widok słodkości. Poza tym zauważyłam też, że pieczenie mnie w jakiś sposób odpręża, więc całkiem fajny pomysł na połączenie przyjemnego z pożytecznym.

2. Chciałam pić dużo wody, ale chyba ze mną coś jest nie tak, bo... bywały dni kiedy bez problemu wypijałam 1,5 litra, a były też dni, w których mój organizm stanowczo odmawiał przyjmowania płynów.
Nie wiem właściwie, co jest zdrowe, a co nie, ale postanowiłam wsłuchiwać się w swoje wnętrze, a  nie robić coś tylko dlatego, że coś wypada i bo robią to wszyscy.

3. Zaplanowałam też naukę angielskiego. Przez dwa tygodnie wstawałam o 5 rano i od razu zabierałam się za naukę, dzień w dzień poza weekendami. Wieczorem nie mam niestety na to szans, więc sądziłam, że wczesna nauka będzie okey. Niestety w całym tym wirze, kiedy ledwo miałam czas na sen, nie dałam rady tego kontynuować. Jestem tylko człowiekiem a nie robotem, dlatego też jestem w trakcie obmyślania planu jak to zrobić, żeby było faktycznie dobrze. Angielski, mam wrażenie, że jest już "obowiązkowy", więc nie mogę tego zostawić tak po prostu.

4. W styczniu miałam też miłą niespodziankę, ponieważ pewna znajoma przyjechała specjalnie z Polski na sesję zdjęciową do mnie. Nie była to bele jaka sesja i dlatego po więcej zapraszam Was <tu>>



5. Piosenka na ten miesiąc, to:


6. W styczniu udało mi się przeczytać 3,5 książki. To prawie tyle ile sobie założyłam na początku roku. Przy tym całym zamieszaniu i tak się dziwię, że na to miałam czas.

- Katarzyna Olubińska - "Bóg w wielkim mieście" - rewelacyjna publikacja, która pozwoliła mi się odprężyć, zrelaksować i zastanowić nad wieloma kwestiami.
- Tess Gerritsen - "Ostatni, który umrze" - tą autorkę uwielbiam od samego początku i jej książki są dla mnie zawsze trzymające w napięciu niemalże do samego końca. Bardzo lubię styl pisania tej kobiety, polubiłam bohaterów i najzwyczajniej w świecie uwielbiam śledzić ich dalsze losy, w których przeplatają się kryminalne zagadki.
- Tadeusz Biedzki - "W piekle eboli" - ta książka jest przeznaczona dla ludzi o mocnych nerwach. Nie wiem, czy odpowiednim będzie nazwać ją fajną. Na pewno była interesująca, ciekawa i jako jedna z nielicznych publikacji ukazuje prawdę o życiu ludzi w Afryce. Niektóre zdjęcia w niej zawarte były przerażające, ale niestety prawdziwe.

7. W tym miesiącu nie towarzyszył mi żaden konkretny cytat. To, czym się kierowałam w styczniu, to myśl, aby nie bać się popełniania błędów, a wręcz je robić po to, aby wyciągać wnioski i być pewna swojego zdania, a także dobrze go bronić.

Czy coś jeszcze wydarzyło się w tym miesiącu? Zapewne tak, ale na chwilę obecną nic mi nie przychodzi na myśl. Cieszę się, że część rzeczy mam za sobą i jestem ciekawa co przyniesie kolejny miesiąc.
Do zobaczenia w piątek!

9 komentarzy

  1. Super post

    Zapraszam do siebie,
    Miłego dnia kochana, xx Bambi

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne zdjęcia;)
    pozdrawiam cieplutko :)
    woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak myślę, że najlepiej wsłuchiwać się w potrzeby organizmu, a nie w to co ktoś mówi i wymaga :)
    Pozdrawiam, Sylwia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe przedstawienie podsumowania. Przyjemnie jest czytac o takich sukcesach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne podsumowanie. Też obiecałam sobie pić więcej wody, ale nie zawsze niestety o tym pamiętam. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie nie ma sensu podążać za tym, co propagowane, co próbują nam wmówić, bo nikt nie zna nas tak dobrze jak my sami siebie. Dlatego ja z dystansem podchodzę choćby do bycia super fit, siłowni i zdrowego odżywiania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Motywujesz mnie do tego, zeby robić coś pożytecznego, a nie tylko wegetować w pracy. Może ja zaczne uczyć się hiszpańskiego? Zawsze chciałam, ale nigdy nie było jak.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ogólnie mało piję wody. Nawet latem przy upale a później cierpię na ból głowy. Podziwiam Cię, ja bym nie dała rady wstawać o tej godzinie, żeby się uczyć. Świetnie piszesz i z przyjemnością Cię obserwuję!

    Pozdrawiam, nataa-natkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę szacun z tym pieczeniem. Ja do dziś nie mogę się przemóc :)

    OdpowiedzUsuń

TOP