21 maja 2017

Jak się właściwie zachować?

W naszym życiu  każdego dnia pojawiają się nowe sytuacje i zdarzenia, przy których uczymy się czegoś nowego. Zbieramy doświadczenie i wyciągamy wnioski. Czasami jednak za coś takiego ktoś może przypłacić życiem.



-Andrzej, na pewno dasz sam radę wejść na górę? 
- Na pewno. Możecie już sobie iść (...)

Czterdziestopięcioletni mężczyzna wracał właśnie z klasowej imprezy. Naturalnie nie obyło się bez alkoholu, tak więc łatwo można się domyślić, że owy pan wypił za dużo i nie był w stanie sam wrócić do domu. Na szczęście miał na tyle lojalnych kolegów, że ci postanowili odprowadzić go pod sam dom. Kiedy zatrzymali się przed klatką schodową, zapytali go, czy powinni mu pomóc wejść na górę. Ten odpowiedział, że poradzi sobie ze wszystkim sam. Tak więc te "dobre dusze" zadzwoniły tylko na domofon, żeby w jakiś sposób dać jego żonie znać, że małżonek jest już z powrotem i udali się w drogę powrotną.
Zaczął dochodzić zmierzch. Niebo przybrało szarą, deszczową barwę. Słońce schowało się za horyzontem. Żona Andrzeja wyjrzała przez okno. Kiedy zobaczyła pijanego męża, pokręciła tylko głową. Rozległa się cisza.
Kilka minut później owa kobieta wraz z córką zeszły zobaczyć, jak małżonkowi i zarazem ojcu idzie wspinanie się na drugie piętro.
Kiedy obie kobiety zeszły na dół, ujrzały leżącego mężczyznę pod piwnicą.
- Mamo, i co robimy? - zapytała Gosia.
- Ojciec nachlany jak zawsze. Zostawimy go tutaj, a jak wytrzeźwieje, to wróci do domu. Przecież to nie pierwszy raz.
- No dobrze.
- Weźmy tylko telefon i dokumenty.
Kobiety wróciły do domu. Za oknem zaczął padać deszcz.
Kilka godzin później Monika, bo tak nazywa się żona Andrzeja, zobaczyła w szybie niebieskie światełka.
- Mamo, mamo, karetka stoi pod naszym oknem - zawołała Gosia.
- Oj, a co to się stało?
Kobiety popatrzyły na siebie i pędem wybiegły z domu. W ostatniej chwili zobaczyły, że ratownicy medyczni wynoszą kogoś w czarnym worku.
- O Boże, nie! - krzyknęła Monika.
Niestety, było już za późno. Andrzej leżąc na wznak zakrztusił się własnymi wymiocinami. Zmarł chwilę po tym, jak kobiety zostawiły go leżącego na ziemi.
Był proces sądowy, w którym zarzucono żonie i córce nieumyślne spowodowanie śmierci. Skończyło się oczyszczeniem z zarzutów.
Wydaje mi się, że wystarczającą karą dla nich była strata męża i ojca.
Zastanawiam się jednak, co my byśmy zrobili na ich miejscu. Wielokrotnie słyszy się o podobnych sytuacjach. Ludzie nie raz postępują tak, jak Monika i jej córka, tyle, że sporadycznie trafia się śmiertelny przypadek.
Nie oszukujmy się. Ile razy widzieliśmy pijaka leżącego na ławce, wobec którego przeszliśmy obojętnie? W mediach wielokrotnie wspominało się o tym, że czasami przyczyną może nie być alkohol, a zawał, cukrzyca i inne przypadłości.
Jak powinniśmy się właściwie zachować? Za każdym razem widząc leżącego człowieka należałoby dzwonić po pogotowie? Przecież pan Stasiu, który codziennie spożywa alkohol pod sklepem, na koniec dnia kończy zawsze tak samo. Czy wtedy, gdy ten człowiek straci życie, jest to nasza wina?


14 komentarzy

  1. Ja bym zadzwoniła na pogotowie, taki już odruch. Już raz byłam w takiej sytuacji, więc wiem że teraz też bym tak zareagowała :) Tym bardziej, jeżeli byłaby to bliska osoba!

    Pozdrawiam, Sylwia :)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja opiszę troszkę inną, ale również smutną sytuację.
    Mój Tata chorujący na serce, nigdy nie pijący alkoholu, na osiedlu znany i szanowany, wracał do domu i bardzo źle się czuł. Szedł trzymając się płotu od ogrodu sąsiadów, nikt nie zareagował, nikt nie pomógł - chociaż wszyscy go znali i wiedzieli, że nie pije.
    Mój brat zobaczył Tatę trzymającego się płotu i wybiegł z domu, a ja w tym czasie dzwoniłam po karetkę. Mój Tata przechodził kolejny rozległy zawał. Wtedy przeżył...
    Znajomi, którzy wówczas patrzyli przez okno, byli w swoich ogrodach długo nie potrafili spojrzeć naszej rodzinie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne ale jakze ludzkie odwracac wzrok gdy trzeba podjac konkretna decyzje i pomoc. Nie rozumiem odwracania wzroku na znajomych ludzi...

      Usuń
  3. Ciężka sprawa. Ja dzwonie po pogotowie. Już mi się dwa razy zdarzyło.. raz do starszego pana.. dostał udaru na spacerze, a raz do chłopaka, który dostał ataku padaczki na przystanku. Wiesz co mnie zadziwia w takich sytuacjach.. ze reagują młodzi ludzie! Starsi odwracają wzrok i patrzą... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyznaje dość kontrowersyjną zasade selekcji naturalnej. Nikt nikomu nie kazał pić do nieprzytomności stąd nie czuję moralnego obowiązku pomagać... Inna kwestia gdy powod jest mi zupelnie nieznany wtedy nie przechodzę obojętnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przejść obojętnie obok kogoś kogo znam, widząc, że coś się z nim dzieje. Z nieznajomymi bywa różnie, po pogotowie niegdy nie dzwoniłam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałem kilka razy taką sytuację. Widziałem leżących ludzi na ziemi. Jak się potem okazywało pijanych. Ale zawsze podchodziłem i próbowałem nawiązać kontakt. Jeśli się udało i upewniłem się, że jest wszystko okej, mogłem spokojnie odejść. Karetki nigdy nie wzywałem. Nie wolno przechodzić obojętnie obok takich ludzi. Nie zawsze może być to alkohol...
    zmienicswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. "Za każdym razem widząc leżącego człowieka należałoby dzwonić po pogotowie?" Absolutnie NIE! W większości przypadków ten leżący człowiek jest pijany,a więc karetka do niczego się nie przyda. W tym przypadku trzeba powiadomić straż miejską/policję - to do nich należy zajęcie się danym osobnikiem. Ale,żeby wiedzieć że ten człowiek jest pijany to najpierw trzeba sprawdzić to. Ocenianie z góry,że na pewno pijany to trzeba iść dalej doprowadziło już właśnie do kilku niepotrzebnych śmierci. Zwłaszcza jeśli chodzi o nagłe zatrzymanie krążenia. Wciąż ludzie nie potrafią postępować w takim przypadku. Samo wezwanie karetki to często za mało,trzeba podjąć rko! Przynajmniej robić uciski,wdechy nie są konieczne. Zaszkodzić się nie da,a pomóc można bardzo. Warto pomagać z głową. Bo niestety spojrzeć z daleka,że ktoś leży i dzwonić z automatu po karetkę to nie jest pomoc,tym się szkodzi. Bo zajmuje się jeden zespół,który komuś może naprawdę pomóc,komuś kto rzeczywiście potrzebuje pomocy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie potrafiłabym przejść obojętnie. Co jak co, ale nie to...

    Pozdrawiam Cię kochana :) :*
    www.wkrotkichzdaniach.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. tak naprawde nigdy nie wiemy co nas moze spotkac i co sie wydarzy jesli komus pomozemy lub nie pomozemy....

    OdpowiedzUsuń
  10. Znieczulica to największy problem XXI Wieku.
    Mi nigdy nie zdarzyło się być świadkiem podobnej sytuacji.
    Pozdrawiam
    body-and-hair-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę że teraz to nawet nie znieczulica a większa świadomość ludzi. Wiemy ile różnych chorób można złapać przez kontakt z chorą osobą. Zadzwonienie po karetkę w takiej sytuacji jest najlepszym rozwiązaniem według mnie :)
    http://gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zawsze dzwonię na pogotoqwie. -chyba, ze osoba jest widocznie nie trzeźwa, wtedy SM (bo moze jednak strważać jakieś zagrozenie, być nieobliczalna). Slużby porządkowe są w kontakcie ze służbami zdrowia, więc w raZie konieczności popmoc nadejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  13. masakra, ale nieodpowiedzialne kretynki... no przepraszam, ale jak można być tak niemyślącym człowiekiem? Sama się kiedyś wkurzyłam na maksa, bo osiedlowy pijaczek (kojarzyłam go doskonale) za bardzo zabalował i przewrócił się pod śmietnikiem. Leżał tak, ludzie go mijali i olewali, zadzwoniłam na numer alarmowy, a oni zamiast przysłać karetkę (o którą wyraźnie prosiłam) przysłali mi patrol policji.... zrobiłam aferę, w końcu przyjechało pogotowie. Facet faktycznie nie zrobił sobie nic groźnego, ale głowę musieli mu jednak szyć...
    Sama kiedyś byłam ofiarą ludzkiej znieczulicy, kiedy wracałam autobusem i poprosiłam o wezwanie pogotowia bo mi słabo (ja mam problemy sercowe). Ludzie dosłownie w parę sekund stłoczyli się w drugim końcu autobusu, żeby nie mieć problemów... nie mam pojęcia co się dzieje z tym światem :(

    OdpowiedzUsuń

TOP