9 marca 2017

Jakie są różnice między Polską a Niemcami? Cz.1

motyl, lawendowy motyl, lazurowy motyl, foto, fotografia, paznokcie kobaltowe
Mieszkam w Niemczech już 2,5 roku. Ledwo co skończyłam 20 lat, a już postanowiłam opuścić rodzinne gniazdko i zacząć żyć na własną rękę.
Kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, wszystko było dla mnie nowe, inne i zaskakujące.
Teraz stało się to poniekąd szarą, niezauważalną rzeczywistością. Jakiś czas temu jedna z moich Czytelniczek poprosiła mnie o napisanie tego postu, a ja już trochę wcześniej miałam go w planach, więc pomyślałam, że to może Was zainteresować.

1. To, co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy, to różnica w książkach. Może to błahostka, ale ja tak bardzo przywykłam do czytania naszych wersji, że czasami czytanie po niemiecku jest dla mnie irytujące. Chodzi o umieszczenie dialogów w publikacji. U nas są one ładnie rozpoczęte od nowej linki. Czyta się je sprawnie i od razu można zauważyć, że w tym momencie nie ma  opisu fabuły, a pojawia się np. rozmowa między bohaterami. W niemieckich książkach jest natomiast tak, że wszystko jest napisane jako cały tekst. Pojawia się taki znaczek ">> i <<" i to świadczy o rozpoczęciu i zakończeniu dialogu. Sporadycznie zdarza się, że konwersacja między postaciami jest rozpoczynana od nowego akapitu, ale to rzadkość.

2. Kolejną różnicą między tymi dwoma krajami są podatki. Z tego co wiem, w Polsce jest obowiązek rozliczania się z podatku, a w Niemczech nie. Tzn. nie obowiązuje to wszystkich, ale jeśli ktoś, np. ja, nie mam jeszcze rodziny, jestem stanu wolnego i pracuję w firmie na etat (nie prowadzę działalności), to nie mam obowiązku rozliczania się. Oczywiście jeśli zacznę raz, to potem takowe rozliczenia muszę oddawać.

3. Jeśli jesteśmy już przy urzędach, to o ile w Polsce, będąc zmuszona iść do urzędu dostaję gorączki, tak tutaj lubię załatwiać różne sprawy. Dotychczas nie spotkałam się z niemiłym urzędnikiem, wręcz przeciwnie. O cokolwiek nie zapytałam, każdy zawsze służył pomocą.

4. W Niemczech prawo drogowe jest nieco inne niż w Polsce. Przede wszystkim jest bardzo dużo stref jazdy do 30 km/h, a to oznacza, że w każdej takiej strefie panuje zasada prawej ręki. W Polsce nie zawsze tak jest i dość często ustawiane są znaki, że w tym momencie obowiązuje taka i taka zasada, tutaj nie. I co mnie najbardziej irytowało, to to, że jedzie się drogą z pierwszeństwem, a tu ni stąd ni zowąd zaczyna się droga podporządkowana, po czym kilka metrów dalej jest znowu droga z pierwszeństwem (wciąż ta sama, prosta trasa). Trzeba mieć naprawdę oczy dokoła głowy i skupić się na jeździe.

5. W przypadku robienia prawa jazdy Niemcy wg mnie korzystają ze świetnego sposobu, a mianowicie: Uczestnik zapisuje się na kurs. Po przejściu teorii, kursu pierwszej pomocy i lekarza rozpoczyna jazdy ze swoim instruktorem. Tutaj nie ma ograniczonej ilości godzin do wyjeżdżenia. Tzn. są , ale nie tak duże jak w Polsce. Nie jestem teraz pewna, ale dam przykład: w Polsce jest ich na 30 a w Niemczech tylko 10. Jeśli instruktor uważa, że potrafisz jeździć i poradzisz sobie na egzaminie, to możesz do niego podejść.
W Niemczech zdając egzamin, jedziesz ze swoim instruktorem, a z tyłu siedzi egzaminator, który przygląda się temu jak sobie radzisz za kierownicą. I co jest też istotne, egzamin zdajesz w tym aucie, w którym uczyłeś się jeździć. A nie tak jak w Polsce, że jedni uczą się jeździć na starych samochodach, które ledwo co odpalają i trzeba się wysilić, aby ruszyć pojazdem, a potem wsiada się do nowej Toyoty, która co skrzyżowanie gaśnie. To uważam jak najbardziej za fair, i wg mnie takie zasady powinny zostać wprowadzone również w Polsce.

6. W Niemczech wszyscy zwracają się do siebie po imieniu. Tzn. bardziej w sytuacjach nieformalnych, bo jak wymaga tego sytuacja, to jest używane "Pan, Pani", jednak np. u mnie w pracy nie ma różnicy, czy ktoś ma 20 lat czy 70. Wszyscy mówimy do siebie po imieniu.
Na początku było to dla mnie dziwne i nie umiałam się przemóc mówić do ludzi na "Ty", ale kiedy wszyscy dokoła zaczęli się śmiać z mojego "Pan, Pani", to zaprzestałam.
I nic dziwnego, że tutaj moje koleżanki mają od 40 lat wzwyż. W Niemczech to takie normalne. A w Polsce, mówienie do osoby starszej od  po imieniu byłoby raczej przejawem braku szacunku. Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy spotykacie Waszą sąsiadkę, babcię w wieku 70 lat i pytacie: "Cześć Hildegarda, jak leci?"

7. To nad czym ubolewam w tym kraju, to brak dobrego jedzenia. Mam wrażenie, że wszystko, co tutaj spożywam, to "śmieci". Jeśli chce się kupić tutaj dobre mięso, trzeba słono za nie zapłacić, a i tak nie będzie ono dorównywało smakowi z Polski. Zauważyłam też, że bardzo duża ilość ludzi gotuje dania z proszku, z puszki, z torebki, dania mrożone. Nikomu nie chce się zbytnio stać w kuchni i gotować prawdziwego, domowego obiadu.
To samo dotyczy chleba i bułek - tutaj nie ma dobrego pieczywa. Wszystko jest robione na sztucznych produktach, które nijak mają się do zdrowej żywności. Nic dziwnego, że niemal po wszystkim, co zjem boli mnie brzuch lub swędzi skóra.

8. Jak już jesteśmy przy jedzeniu, to napiszę o tym, jak Niemcy się bawią. Albo jak właściwie się nie bawią. W Polsce młodzi i starsi ludzie potrafili tańczyć ze sobą do białego rana, tutaj przeważnie każdy tańczy sam, od czasu do czasu, dość sporadycznie z kimś innym. A to, co jest serwowane na stołach podczas różnych zabaw, to śmiech na sali. O ile w Polsce brzuchy bolą z przejedzenia, tak w Niemczech wystawia się kilka produktów, między innymi białą kiełbasę, sałatkę, bułkę i to wszystko. Nic dziwnego, kiedy Polka bierze Niemca do swego rodzinnego domu, a ten czuje się jak król, bo ugościła go polska rodzina w taki a nie inny sposób. Chwała Polakom za to.


Mam nadzieję, że post Was zainteresował i z przyjemnością go przeczytaliście. W kolejnym poście napiszę ciąg dalszy. Sama nie spodziewałam się, że znajdę aż tyle różnic między Polską a Niemcami. Tak przywykłam do życia tutaj, że naprawdę nie zwracam uwagi na te rzeczy. Mam nadzieję, że dzięki mojej notce dowiedzieliście się czegoś nowego. A może coś Was zaskoczyło? Piszcie.

65 komentarzy

  1. Jedzenie jest zdecydowanie najlepsze w Polsce! Niemcy według mnie jedzą śmieciowe jedzenie i nie przywiązują większej wagi do gotowania. Podobają mi się przepisy odnośnie egzaminu na prawo jazdy, zawsze to większy komfort i mniej stresu, jeśli można jechać z instruktorem. Z chęcią poczytałabym co w takim razie zazwyczaj jadasz lub gotujesz w Niemczech ;)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa jest Twoja obserwacja odnośnie książek - co prawda nie znam niemieckiego, więc niemieckiej książki nie miałam nigdy w rękach, ale to mogłoby oznaczać, że inne zasady konstrukcji tekstu mogą obowiązywać w Anglii, Francji, Hiszpanii, itd. :) Nie miałam o tym pojęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, trafiłam tu przypadkiem. Też mieszkam w Niemczech, jestem nieco starsza i jesten ty troszkę dłużej. Muszę się nie zgodzić z dwoma podpunktami. Jeśli chodzi o jedzenie to faktycznie, Niemcy uwielbiają " gotowce " ale jeśli ktoś chce dobrze jeść to nie jest to trudne. Dużo większy wybór produktów, różnorodność smaków. Tu dostałam możliwość spotkania wielu produktów nieosiągalnych dla mnie w Polsce. Pieczywo poprostu uwielbiam! Wchodzę do piekarni i oczy mi się cieszą na widok tylu różnych wypieków. Za dobre mięso faktycznie trzeba zapłacić po przeliczeniu euro na złotówki dosyć dużo. Ale nie oszukujmy się, mając do wydania 100 złotych a mając do wydania 100euro jest ogromna różnica. Natomiast jeśli chodzi o zabawę Niemców na początku, po przyjeździe wydawali się być strasznie sztywnymi ludźmi. Z czasem zaobserwowałam jak świetnie oni się bawią! Jak się jednoczą,organizują. W mojej okolicy ciągle są imprezy " pod chmurką " od wczesnej wiosny do jesieni. Myślę, że warto w dalszych postach wziąć pod lupę i porównać edukację, opiekę zdrowia, zwyczaje ( w tym zamknięte w niedziele sklepy) . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawi sie to w drugiej części:)

      Usuń
    2. Zgadzam sie w 100%

      Usuń
    3. Zgadzam się z koleżanką ,pieczywo jest smaczniejsze niż w Polsce i jeszcze dodam co też zaobserwowałam np.lody ,nigdy w Polsce nie jadłam tak pysznych lodów jak tutaj w Niemczech pomijając fakt że lodziarnie prawie w 100% należą do włochów ,to samo mogłabym powiedzieć o gyrosie ������

      Usuń
  4. To że w Niemczech jedzą śmieci przekonałam się jakiś czas temu. Byle szybciej, byle wygodniej.. zapchać brzuch i zająć się czym innym.
    Co do urzędników to masz rację.. w Polsce to jest jakiś koszmar, urzędnicy uważają się za panów i w wielu przypadkach nimi są.. taki system.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny i ciekawy post. Takie ciekawostki ale przydatne zwłaszcza dla osób, które chcą tam jechać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakochałam się w Niemczech gdy tylko pierwszy raz je odwiedziłam ;) Teraz jeździmy tam systematycznie i myślimy nad przeprowadzką na stałe :) Ja kocham szczególnie jedną różnicę - w niedziele są pozamykane sklepy ♥ Niedziela to czas dla siebie, dla przyjaciół, rodziny ♥ To mi się podoba na maxa !

    OdpowiedzUsuń
  7. Obracam się w niemieckim środowisku, więc post obcy mi nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje mi się, że każdy kraj na pewno się różni od siebie. Nie wiem jak jest w Niemczech, ale co do książek i dialogów to chyba też byłoby uciażliwe czytanie w ten sposób dialogów..
    Co do jedzenia .. u nas w Polsce ludzie często idą na łatwiznę czy tzn 'gotowce'. Bo nie ma się czasu, bo praca, bo brak chęci itd itd :) Wydaje mi się, ze to nie chodzi o sam kraj, a o podejście człowieka do pewnych kwestii :)

    Ps. pisałam już, że obserwuje? Jeżeli nie, to wiedz że to robię ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do książek w Niemczech najgorsza jest ich cena... Gdy na książce w Polsce widnieje cena 39, 99 zł to na tej samej książce ww DE widnieje cena 14, 99 e. Oczywiście, związane jest to z tym, że usługi tutaj są droższe : tłumacz, drukarnia, promocja.. Wszystko jest droższe dlatego końcowa cena książki też jest wyższa. Tak, tak patrząc na zarobki to w Niemczech wychodzi taniej ale nie o tym mowa tutaj :)
    Imprezy. Polacy są mistrzami na domówkach i świetnie takie organizują. Idąc do kogoś w Polsce na urodziny wychodzimy najedzeni tutaj niestety dalej jesteśmy głodni bo jest tylko szampan i paluszki. Oczywiście i tu i tam zdarzają się wyjątki wiadomo. Ale za to Niemcy mogą bez stresu imprezować pod chmurką gdzie no u nas zaraz sypały by się mandaty za picie alkoholu w parku. Taki głupi przepis, że aż szok.
    Co do jedzenia. To fakt tutaj za lepszą jakoś trzeba więcej zapłacić albo jest ograniczony dostęp. Dlatego robię zapasy w Polsce :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie porównałaś jak jest w Polsce i w Niemczech - te podatki i prawo jazdy. To jest to co powinno być lepiej zorganizowane w Polsce. O urzędach nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Post interesujący,ale nie zgodzę się z kilkoma kwestiami:
    PIECZYWO-Lidl oferuje duży wybór pysznego pieczywa w rozsądnej cenie,a do tego na każdym rogu piekarnie wypełnione różnorodnym pieczywem tyle, że w wyższej cenie ale to inna kwestia.
    SMIECIOWE JEDZENIE to fakt ludzie często idą na łatwiznę jeśli chodzi o przygotowywanie posiłków,ale czy one są smieciowe nie powiedziałabym - proste i szybkie takie stwierdzenie bardziej pasuje.
    Osobiście nie mam kłopotu aby przyrządzać posiłki zdrowe i w miarę tanie robię zakupy w głównie w Aldi czy lidl i zawsze kupię dobre mięso w przystępnej cenie dobre przyprawy i jest ok ��.
    Jeśli chodzi o robienie prawka to racja bardzo mi się to rozwiązanie tutaj podoba, kwestie podatkowe również
    Post fajny czekam na drugą część.��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Lidl ma dobre pieczywo. Ale interesowałaś się kiedyś tym, co w nim jest? Żadne bułki ani chleb produkowany w ten sposób nie jest zdrowy. I ja przekonałam się o tym bardzo szybko, kiedy spozywałam go przez pół roku. Skóra zaczęła reagować na wszystkie sztuczne produkty.
      Porównując polskie i niemieckie piekarnie, to niebo i ziemia. Może i niemieckie pieczywo jest czasem znośne, ale tylko w czasie, kiedy jest świeże. Na drugi dzień nie zawsze nadaje się do jedzenia. No a druga sprawa, to cena. Bo zapłacenie za jedną bułke, przeliczając 3,60 zł, to już trochę jest.

      Każde jedzenie z puszki i gotowce są śmieciowym jedzeniem, który atakuje nasz organizm i nie dostarcza nam tego, co powinniśmy dostawać, żeby dobrze i zdrowo funkcjonować.

      Ja tez robię zakupy w Lidlu czy Aldi i też gotuję zdrowo. Tyle, że ja skupiłam się na ogólnych róznicach między tymi dwoma krajami.

      Usuń
    2. Zgadza się jedzenie z puszki i inne gotowce jest smieciowe, tyle że nie wszyscy tak jedzą. Obracam się wśród Niemców i nie mogę się z tym zgodzić,choć przyznam rację, że idą na łatwiznę przygotowując posilki. Jeśli chodzi o pieczywo nadal będę broniła niemieckiego,ponieważ jak dla mnie jest ono o wiele lepsze niż w Polsce. A jeśli chodzi o ceny to ktoś kto tutaj żyje i zarabia nie powinien przeliczyć na złotówki bo wtedy prawie wszytko jest drogie, a zarobki jednak są wyższe niż w Polsce. Jeśli chodzi o skład zawsze czytam i interesuje się.Ani ja ani moja rodzina nie mamy problemów po spożyciu pieczywa że sklepu bądź piekarni.

      Usuń
    3. Nie napisałam, że wszyscy tak jedzą. Ale zdarza się to bardzo często. W mojej firmie pracuje 160 ludzi - i ponad 100 z nich je takowe jedzenie. Dzień w dzień. Rok za rokiem ... Ja obserwuję i piszę :) zawsze znajda się jakieś wyjątki i częśc ludzi która tego nie robi, ale z Polski nie znam takich zachowań, a tu to od razu rzuciło mi się w oczy.

      Nie przeliczam, kiedy kupuję tutaj jedzenie, tylko miałam na mysli, że jest czasem drogo. Ale każdemu smakuje co innego i każdy lubi co innego.

      To odnosnie jedzenia, to punkt mojej obserwacji i kilku osób, z którymi konsultowałam tego posta :)

      Usuń
    4. Nawiązując do cen to są one adekwatne do zarobków, w przeciwieństwie do naszego kraju.

      Usuń
    5. Zgadzam się. i o tym będzie w kolejnej części notki. Tu w Niemczech mozna sobie na więcej pozwolic.

      Usuń
  12. podziwiam kazdego kto odwazyl sie wyjechac z kraju
    dla mnie to rzecz na ktora nigdy sie nie zdobede

    OdpowiedzUsuń
  13. To z prawem jazdy rzeczywiście jest dobre. Sama zdałam niedawno i wiem jak jest ciężko.
    A z książkami musi być okropnie...Nie wiem czy dałabym sobie z takimi radę...

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawy wpis. Sprawa z prawem jazdy tam jest zdecydowanie lepsza. Wprawdzie nie zdawałam jeszcze prawa jazdy, jednak chciałabym mieć właśnie możliwość zdawania na tym, na którym się uczyłam, bądź na swoim prywatnym, a nie na takim które widzę pierwszy raz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam 22, a nadal mieszkam z rodzicami bo ciężko byłoby mi samodzielnie utrzymać się na studiach dziennych :P Co do różnic, to najbardziej zaintrygowała mnie kwestia książek, być może dlatego że jestem prawdziwym molem książkowym xD

    Sakurakotoo ❀ ❀ ❀

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawe, to prawda, my mamy dobre jedzonko☺

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja mieszkałam zagranicą przez 3 lata i mimo , że zarobki były lepsze niż w Polsce to życie na obczyźnie wcale nie jest takie kolorowe jak się innym wydaje . Nie chce się rozpisywać więc napiszę krótko . WSZĘDZIE DOBRZE ALE W OMU NAJLEPIEJ :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawy post, zaskoczyło mnie kilka rzeczy, jak to prawo jazdy albo książki. Wiadomo że ten kraj jest lepiej rozwinięty pod wieloma względami. Co do jedzenia to nie dziwię się, na Zachodzie mają "śmieciowe" jedzenie, same sztuczne i gotowe dania- jak mieszkałam we Francji , ciężko mi było znaleźć coś dobrego i pożywnego. Już nie wspomnę o braku normalnego chleba :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Podoba mi się kwestia zdawania prawa jazdy - egzamin z instruktorem, którego się zna, na pewno daje spore poczucie "bezpieczeństwa" i nie zmienia tak atmosfery jak u nas, więc stres jest z pewnością mniejszy. Spodobało mi się również to mówienie na "Ty", w Polsce faktycznie jest bardzo sztywno, do przesady.

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz rację ;) ale róznice też często zależą od osobowości, tego nie możemy podważyć :)

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo interesujący post:-)
    O ile o Niemieckim jedzeniu już dość dużo słyszałam,tak z tymi Urzędami oraz przepisami mnie troszkę zaskoczyłaś.Najbardziej jednak zaskoczył mnie punkt 6-cóż dzięki temu atmosfera w pracy musi być lepsza i troche bardziej rodzinna:)
    Co do tych osób pracujących w Urzędach-ostatnio trafiam na ludzi w miare miłych i sympatycznych którzy krok po kroku mi wszystko tłumaczą.Może miałam farta....:p
    Pozdrawiam
    body-and-hair-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo podoba mi się ten post.. można poznać inne państwo;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dialogiem w książce mnie zaskoczyłaś. Co do auta, to uważam, że w Polsce często WORDy są nastawione na zysk, niż na zdawalność. Stres jaki towarzyszy egzaminowi sprawił, że długi już czas nie podchodzę do niego ponownie, chociaż wiem, że potrafię prowadzić auto, by zdać i bezpiecznie się poruszać po ulicach.
    Z urzędami to bywa różnie, u mnie w gminie dawno już zapomniano o stereotypie Pani z urzędu. Da się wszystko szybko i efektywnie załatwić :)
    Gościnność jest tradycją i to bardzo przyjemną

    OdpowiedzUsuń
  25. Co do mówienia do osób starszych po imieniu, ja jakoś nigdy nie miałam z tym problemu :D Pracuję na siłowni i prowadzę zajęcia grupowe, przychodzą osoby w różnym wieku, a mnie naprawdę wygodniej jest zwracać się do wszystkich na Ty. Na szczęście nie miałam jeszcze z tego powodu nieprzyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo ciekawe jest to co piszesz i z większością się zgadzam ;) Od jakiegoś czasu mieszkam w Austrii i nie są to Niemcy (aż boje się porównywać :P ) ale wiele punktów się pokrywa. Na przykład urzędy - urzędnicy pomocni, serdeczni, uśmiechnięci. Zawsze. W każdym urzędzie. U nas nie będę się rozpisywać jak jest każdy wie.
    Podobnie jedzenie. Wiozę z Polski co się da - nawet ziemniaki! Może to brzmi komicznie ale tutaj ziemniaki są niejadalne... Podobnie jak piszesz żywność przetworzona - tutaj są tego całe góry i zamrażarki gotowych dań. Spotkałam się kilka razy z opinią tutaj, że ludzie tu nie gotują! Wyszłam na dziwaka, że gotuje w domu ogórkową :D
    Można by jeszcze długo wymieniać ;) Mieszkam tu jeszcze za krótko ale może kiedyś pojawi się u mnie podobny wpis ;)
    pozdrawiam i obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. A tak z ciekawości rzeczywiście mają dobre kiełbasy?

    OdpowiedzUsuń
  28. hmmm, fajne z tymi podatkami, ja na ten przykład jako studentka musiałam się rozliczać w tym roku :(

    OdpowiedzUsuń
  29. JA tam w każdym miejscu znajdę coś dobrego do jedzonka :D

    OdpowiedzUsuń
  30. 1 - Masakra!
    2 - Genialne!
    3 - Genialne#2!
    4 - Na tym się nie znam, więc się nie wypowiem.
    5 - Super rozwiązanie, na pewno jest to mniej stresujące i pozwala realnie wyłonić kierowców, którzy już potrafią jeździć.
    6 - To ładnie. Trochę jak w takich korpo, gdzie wszyscy się przyjaźnią :D Albo jak u świadków Jehowy :D (przepraszam, nie mogłam się powstrzymać)
    7 - Zgadzam się. Fu.
    8 - Chwała!

    Pisz mi więcej!

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny wpis,bardzo lubię takie porównania .. Też by mnie denerwowały te dialogi w książkach,chociaż podobno do wszystkiego można przywyknąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja w Niemczech byłam tylko raz - na wymianie w szkole. Do dzisiaj pamiętam, że całymi dniami chodziłam głodna... To była jakaś masakra, nie jedli w ogóle obiadów, na śniadanie precel ;P jak wróciłam do polski to pierwsze co otworzyłam lodówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Z chęcią dowiem się czegoś jeszcze :)
    Jeżeli chodzi o jedzenie to dużo Polaków narzeka na nie właśnie. I to nie ważne czy się mieszka w Anglii, Norwegii czy Niemczech.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. to sporo mniej godzin kursant jeździ z instruktorem

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo fajnie napisane :) Nie zdawałam sobie sprawy z tylu różnic. Spodobał mi się szczególnie punkt o niemieckim kursie na prawo jazdy, w Polsce to zakrawa o absurd.

    OdpowiedzUsuń
  36. Z tym jedzeniem to koszmar ;) mam szczęście, że mieszkam we Francji, bo tu na punkcie jedzenia ludzie mają bzika! O jedzeniu można rozprawiać przy stole godzinami, nie przesadzam! Każdy ma swoją ulubioną piekarnię, rzeźnika, wie, na którym targu i u którego sprzedającego nabyć najlepsze produkty regionalne. Restauracje, w których można dobrze zjeść nie muszą martwić się o klientów, bo poczta pantoflowa działa jak szwajcarski zegarek, jest niezawodna ;)
    Na szczęście książki wydawane są tu podobnie jak u nas i do tego tańsze! I to mi się bardzo podoba ;)) pozdrawiam i czekam na kolejnego,posta :))

    OdpowiedzUsuń
  37. Jestem zaskoczona, Niemcy to jakos nie moja bajka nigdy nie byłam w tym kraju ale zaskoczyłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Z książkami koszmar, z jedzeniem to samo. Ale co do tego zdawania to chyba jednak wolę nasz system.

    OdpowiedzUsuń
  39. Uwielbiam takie typu post ;) zauważyłam będąc w Niemczech że ludzie są życzliwsi wobec siebie ;)

    http://sk-artist.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  40. Witam!

    Z pewnością są duże różnice pomiędzy Polską a Niemcami, szczególnie kuchnia niemiecka, zwyczaje i obyczaje. Nie lubię, jak ktoś pisze, że jedzenie jest śmieciowe. To brak szacunku do żywności. Nikt nie zdaje sobie sprawę z tego, że w wielu krajach panuje głód, a my marnujemy żywność. Raz na jakiś czas nie zaszkodzi zjeść zupkę instant, gotowe dania itp. Głównie zależy od tego, co jemy i w jakich ilościach. Nie prawda też, że Niemcy głównie jedzą gotowe dania. Bardzo lubię kuchnię niemiecką. Przede wszystkim kuchnia niemiecka szczyci się wieloma daniami np. knedlne, Wienerschnitzel. Niemcy słyną z dań ze szparagami. Też kuchnia niemiecka słynie z popularnej sałatki ziemniaczanej. Wiele dań jest smażonych, czy to w kuchni niemieckiej, polskiej, angielskiej, irlandzkiej, czy ukraińskiej. Każda kuchnia ma swoją historię. Nie mniej jednak należy mieć szacunek do jedzenia. Należy poznać sztukę kulinarną i poznać kuchnię niemiecką. Co do pieczywa, to jeżeli dietę wzbogacisz w błonnik, który można znaleźć przecież w warzywach, owocach, kaszach, makaronach razowych itd. to nie musisz bać się jeść pieczywa pszennego. Można przecież zrobić domowe pieczywo. Zresztą gdzie nie pojedziesz, czy do Turcji, czy do Hiszpanii, to prawie wszędzie jest pieczywo pszenne.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Patryk

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciekawy post :) Ja nie miałam takich spostrzeżeń, nie byłam w większości tych sytuacji. Ale co do jedzenia to próbowałam sporo niemieckich dań, które były przepyszne, choć niestety droższe niż w Polsce :(

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie znam niemieckiego, więc ciężko mi się wypowiedzieć. Ale nie lubię tego języka, więc raczej jeśli życie mnie do tego nie zmusi nie będę się go uczyć. Angielski mi wystarcza, Niemcy dobrze mówią po angielsku. Nawet babcia klozetowa na dworcu w Berlinie mówi po angielsku, mimo że przecież osoby zatrudniane na stanowiskach nie wymagających kontaktu z klientem nie muszą go znać ;)

    2 - wow, jakie ułatwienie!

    3 - nie do końca się zgodzę. Chyba wszystko zależy od człowieka na którego trafisz. Ja w Polsce nie mam z tym problemów. Może to działa tak, że ludzie reagują na mnie pozytywnie, bo ja zawsze idąc do urzędu staram się zarażać dobrym humorem. Zawsze z uśmiechem, miłe dzień dobry, czasem powiem Pani w okienku, że ma śliczną bluzkę, ładne korale, fajną spinkę we włosach etc ;) I jakoś tak rzadko spotykam się z taką stereotypową urzędniczką ;)

    7 - miałam mało okazji, żeby próbować jedzenie w Berlinie, bo byłam tam 3 dni. Ale podobno najlepsze jedzenie to to robione w domu. I chyba sprawdza się. Kiedy w Polsce chcę gdzieś wyjść to zazwyczaj i tak stwierdzam potem, że np. lepszą pizzę zrobię w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ciekawa ta notka :) dobrze wiedziec czym sie roznimy od Niemców :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Bardzo ciekawy post :) Fajnie, że przedstawiłaś różnice dotyczące szerokiego zakresu tematów - od poważnych jak podatki, po takie bardziej prozaiczne jak zabawa czy książki. Swoją drogą, chyba nie miałabym cierpliwości, żeby czytać w ten sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Nie mieszkałam nigdy w Niemczech ale mam niemieckie korzenie i połowa mojej rodziny mieszka w okolicach Bambergu ;) Niestety zgadzam się ze wszystkimi podpunktami :D Pamiętam jak moja ciotka wychodziła za mąż za gościa z Kolonii to na weselu my (jako "polska" strona rodziny) bawiliśmy się, ze aż z parkietu leciał kurz, a druga strona rodziny siedziała i klaskała przy stołach :D

    OdpowiedzUsuń
  46. Lubię czytać takie wpisy, bo przynajmniej wiem z doświadczenia, a nie książek jak się tam mieszka. A jak wszędzie widać - są i plusy i minusy :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Z ciekawoscia przeczytalam Twoj post i kilka podpunktow moge porownac ze Szwajcaria, w ktorej mieszkam.

    OdpowiedzUsuń
  48. Jeśli chodzi o zdawanie egzaminu na prawo jazdy, to z jednej strony masz rację, faktycznie łatwiej zdawałoby się na samochodzie, który znasz i którym jeździłeś. Z drugiej strony, kierowca powinien umieć jeździć każdym autem ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Lubię takie porównania, dlatego czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Bardzo ciekawy post. Zainteresowały mnie dialogi w książkach, czytanie ich musi być denerwujące. A niedobre jedzenie wchodzi chyba już do coraz większej ilości krajów, szczerze mówiąc to okropne. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  51. Z jednym sie kompletnie nie zgodze z mowieniem do siebie po imieniu. Owszem w gronie blizszych znajomych tak ale wiekszosc w pracy lub na ulicy uzywa sformulowania Herr/Frau.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej pracy każdy mówi do siebie po imieniu

      Usuń
  52. Kwestia podatków bardzo mądrze rozwiązana. W Polsce też by się takie rozwiązanie przydało,ale to raczej się nigdy nie stanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  53. Bardzo interesujący wpis, uwielbiam takie i zaraz lecę czytać drugą część. :) Niesamowicie zaskoczyły mnie te różnice w wydaniach książek, a co do egzaminu na prawko to ja po 10 h wszystko umiałam, tylko nie jeździć. :D Ale są osoby, które łapią to w lot i na pewno byłoby to dla nich sporym ułatwieniem.
    W Niemczech byłam tylko dwa razy, na jeden dzień i to w Berlinie. Podobało mi się to, jak wszystko jest doskonale oznaczone - nie miałam najmniejszego problemu, żeby znaleźć swój pociąg, biletomat, przystanek itp. Co do jedzenia miałam podobne odczucia, ale o tym mówi wiele osób też np. z UK.

    OdpowiedzUsuń
  54. Co kraj to obyczaj, niby dzielimy z Niemcami granicę, a jakie są różnice :) W Niemczech byłam tylko raz na kilka tygodni, więc trudno się wypowiedzieć, ale z jedzeniem się zgodzę :) Ale byłam zachwycona barami z drinkami, takich pysznych i różnorodnych nie piłam nigdy :)
    Kwestia z prawem jazdy bardzo mi się podoba, nie liczy się ilość wyjeżdżonych godzin, a jakość :)

    OdpowiedzUsuń

TOP