16 lutego 2017

Beata Pawlikowska "Największe kłamstwa naszej cywilizacji" - recenzja.

beata pawlikowska, opinia, recenzja, jedzenie, klamstwa naszej cywilizacji, co jemy, jak jesc, poradniki
Beata Pawlikowska, to polska pisarka i podróżniczka, dziennikarka i fotografka. Swego czasu prowadziła program w Radiu Zet, napisała wiele książek w dziedzinie podróży, psychologii, jedzenia, nauki języków obcych itd.

Przyznaję, że od wielu lat jest moją ulubioną pisarką. Kiedy przeczytałam jej jedną książkę, od razu wiedziałam, że się bardzo polubimy. Ja i autorka mamy bardzo podobne zdanie na wiele tematów, takie samo podejście do życia i wielu innych kwestii. Nic dziwnego, że jej publikacje do mnie trafiają.

"Największe kłamstwa naszej cywilizacji", to publikacja dotycząca jedzenia. Często w mediach słyszy się, że dzisiejsze jedzenie, które spożywamy jest zatrute, napakowane chemią i dla nas szkodliwe. My jednak, albo nie jesteśmy wystarczająco tego świadomi, albo specjalnie niszczymy nasz organizm.
Ja na początku należałam do tej pierwszej grupy i przyznaję, że owszem, co nieco obiło mi się o uszy, ale nie wiedziałam, że problem jest taki poważny.

Kiedy znalazłam pierwszą wolną chwilę, czym prędzej zabrałam się za lekturę.
Od samego początku autorka zaczęła przedstawiać prawdę, taką dosadną. Bez owijania w bawełnę uświadamiała Czytelnikowi jak wygląda dzisiejszy przemysł, jak reklamy nami manipulują i że właściwie więcej i taniej nie znaczy zdrowiej.

"Reklamy lekarstw, "wyrobów medycznych" i suplementów diety używają szantażu, żeby zmusić cię do kupienia pigułek."


Publikacja jest napisana w przystępny sposób, tak, że dotrze z pewnością do każdego Czytelnika. Zawiera w sobie ogrom wiedzy, której wg mnie powinnyśmy być świadomi. Autorka pisze o tym, co jest nam niezbędne do życia, a czego niestety nie uczą w szkołach. Beata ukazuje nam źródło alergii i przeróżnych chorób, które towarzyszą nam w dzisiejszych czasach. Bo cukrzyca, nadciśnienie, otyłość czy atopowe zapalenie skóry nie wzięły się znikąd.

"Atakują komórki, z których zbudowany jest twój mózg i zmuszają je do szaleńczego, maratońskiego biegu, którego nie są w stanie przeżyć."

 

Pisarka przedstawia też procesy tworzenia dzisiejszej żywności. Opisuje, w jaki sposób producenci zastępują witaminy chemicznie wyprodukowanym "czymś", wyjaśnia, dlaczego mięso w dzisiejszych czasach jest szkodliwe i jak traktowanie zwierząt i zabijanie ich w torturach, a potem przekazywanie nam, wpływa na nasze zdrowie. 

 "Czy wpadłoby ci do głowy sprawdzić skąd ten olej naprawdę się bierze i jak w rzeczywistości wygląda jego produkcja?" 


Przyznaję, że jest to mocna lektura. Lektura, która otwiera oczy, ale też taka, na którą troszkę powinniśmy patrzeć z przymrużeniem oka. Bo okazuje się, że wszystko dokoła jest szkodliwe i my, normalni, przeciętni ludzie nie mamy wpływu na to. Możemy bardziej świadomie dobierać produkty, które spożywamy, ale nigdy nie będzie tak, że będziemy jedli w 100% zdrowo. Nie pozwoli nam na to czas i tryb życia. 

Jedyne, do czego mogłabym się przeczepić w tej publikacji, to to, że autorka często używa powtórzeń, które potrafią być irytujące i nadużywa słowa "Rozumiesz?". Poza tym myślę, że każdy z Was i każdy członek Waszej rodziny powinien z tą książką się zapoznać, póki nie jest za późno.

Moja ocena książki: 

62 komentarze

  1. Nie lubię Pawlikowskiej. Nie odbieram podróżniczce wiedzy, ale do mnie kompletnie nie trafia sposób jej przekazywania. Jest zwyczajnie irytująca... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Pawlikowskiej nic nie mam. Czasem Jej perełki mimo iż nie odkrywcze rzeczywiście mogą podnieść na duchu, ale nie lubię, kiedy wypowiada się odnośnie jedzenia. Wykształcenia w tym kierunku nie ma, więc mówi o rzeczach o których tak na prawdę nie ma pojęcia. W praktycznie każdej książce pisze o odżywianiu, jedzeniu... o tym jakie wszystko niezdrowe, nafaszerowane chemią.. jakie sery, twarogi itp. są niezdrowe... no proszę... niedługo wyjdzie, że mamy odżywiać się powietrzem :P To, ze pani Pawlikowska jest weganką nie oznacza, że wszyscy mają i mogą być, bo przecież ludzie są różni (jestem wegetarianką, od kilku miesięcy jem wegańsko, ale nie "wmuszam" tego nikomu). Gdyby tak analizować skład wszystkiego to na prawdę wyjdzie, że wszystko jest niezdrowe, we wszystkim znajdziemy "coś" a czasem takie podejście może przerodzić się w chorobę. Poza tym pani Pawlikowska często się też powtarza, nawet bardzo często i zgadzam się, ze to może być irytujące :)

      Usuń
    2. Z tego, co sama autorka napisała, informacje do tej książki zbierała, czytała i nie wzięła tego z głowy. Ja wprawdzie jadam np. mięso, ale rzadko. Zauważyłam, że po wielu produktach moja skóra i organizm źle reagują, nabawiłam się alergii i nie ma nawet szans, żebym mogła zjeść coś na mieście. Niestety. I myślę, że na tą książkę powinno się patrzeć z przymrużeniem oka, aczkolwiek znam wielu ludzi, którzy jedzą "tonami" szkodliwe jedzenie, a potem się dziwią, skąd się biorą choroby...

      Usuń
    3. Tylko prosze nie odbierz mojego wcześniejszego komentarza jako atak, czy krytykę Twojej opinii i recenzji. Nie miałam tego na myśl. Po prostu wyraziłam swoje zdanie, ale też szanuję Twoje :)

      Według mnie nie można popadać w paranoję. Nie zaszkodzi jeśli zjemy pizze, czekoladę, czy batonika ze sklepu. Należy tylko zachować zdrowy rozsądek i umiar. Nawet zdrowe jedzenie w nadmiarze może zaszkodzić. Trzeba obserwować organizm i to jak reaguje na dane produkty ;)

      Usuń
    4. Spokojnie, nie odebrałam Twojego komentarza źle ;) i całkowicie rozumiem Twój punkt widzenia. Może mój komentarz zabrzmiał trochę źle, ale to wszystko przez to, że zbyt dużo chciałabym napisać, a próbowałam to jakoś skrócić :) Ja pozwalam sobie na Mc Donalda, kebaba, pizzę czy frytki i nie widzę w tym nic złego. Raz na jakiś czas przecież nie zaszkodzi. Ale co z osobami, które żywią się tylko takim jedzeniem? Albo z ludźmi, którzy bez przerwy jedzą tylko tłuste produkty, smażone na oleju?
      Beata w swojej książce miała rację, że np. czekoladę można zastąpić czymś innym, zdrowszym. I tu się zgadzam.

      Ale nie wyobrażam sobie przerzucić się całkiem na jedzenie, które ona spożywa - mój tryb życia i dostęp do wielu produktów mi to ograniczają. Poza tym chcę też żyć normalnie. Co nie znaczy, że mając teraz większą wiedzę w tym temacie mogę zwracać uwagę na niektóre kwestie i czasem wybierać lepiej. Tak jak napisałam, u mnie pojawiła się straszna alergia na większość produktów, które tu w Niemczech pożywam - ale nie dziwię się - bo to wszystko śmieciowe jedzenie, dużo gorsze od tego, które jest w Polsce ...

      Usuń
    5. Słowami czasem trudno umiejętnie dobrać słowa, wyrazić swoje uczucia, to co chcemy przekazać. Czasem można też to źle zrozumieć, bo nie widzimy mimiki twarzy, nie słyszymy tonu głosu ;)
      Również nie rozumiem takich ludzi. Prędzej czy później po takim jedzeniu człowiek zaczyna źle się czuć - boli głowa, jest zmęczony, ospały, pojawiają się problemy skórne bo już o tych poważniejszych nie wspomnę.... już samo powinno sie nasuwać na myśl, ze trzeba coś zmienić.
      Co do zamienników to racja, że jedno, można zastąpić czymś zdrowszym, ale nie zawsze to pomaga ;) Czasem organizm ma ochotę np. na wspomnianą przez Ciebie czekoladę i żaden zamiennik jej nie zastąpi :)

      Dokładnie nie zagłębiałam się w dietę pani Pawlikowskiej. Wiem, że jest weganką, nie je warzyw z puszek (ja również wolę namoczyć fasolę i ugotować - ta z puszki jest dla mnie za słona), nie je mrożonek (nie mam nic przeciwko mrożonkom), nabiału... Ja jestem wegetarianką, od dłuższego czasu jem wegańsko, ale nie widze nic złego w daktylowym batoniku ze sklepu, czy kawałku czekolady albo domowego ciasta, nawet jeśli nie jest ono fit :) Najważniejsze by słuchać organizmu i dostosować dietę do własnych potrzeb i organizmu ;) A na skład zawsze warto zwracać uwagę: czasem chcąc kupić np. masło, możemy kupić miks tłuszczowy tak te opakowania są do siebie podobne, zamiast śmietany pseudo śmietanę.... z drugiej strony nie można popadać w paranoje, tylko "żyć normalnie" i dobrze że zachowujesz zdrowy rozsądek i prawidłowe podejście ;)

      PS. Na prawdę w Niemczech jest tak okropne jedzenie? :(

      Usuń
  2. Libiłam jej sluchać w radiu, z książkami różnie bywało. Na ten rok dostałam jej kalendarz. Zabawny i kolorowy, nastawiający pozytywnie do życia ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam żadnej jej książki, ale bardzo jestem ciekawa stylu pisania pani Pawlikowskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam szczerze że nie widziałam wcześniej tej książki. Z ciekawości poczytam coś więcej o niej może kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kojarze Pawlikowską pare razy słuchałam jej audycji ale tej książki raczej nie kupię-mam bakteriofobie i raczej się nie zrelaksuje się czytając o szkodliwości wszystkiego dookoła oraz o tym czy kurczak z którego jest zrobiony kotlet którego jem był zdrowy:D
    pozdrawiam
    body-and-hair-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedynie kojarzę audycje, książki nie miałam w ręce, jednak chyba bym się nie zdecydowała :) mimo to świetna recenzja :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisarka poruszyła bardzo ważną tematykę i warto być świadomym o tym, co spożywamy, jakie produkty są dla nas zdrowe, a których należy unikać. Jakkolwiek Beata Pawlikowska ma dla mnie bardzo nużący głos. Pamiętam ją z radio i zawsze w mojej głowie tkwiło pytanie: Dlaczego ona tak monotonnie opowiada o tak pięknym świecie, który zwiedza ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się do Pawlikowskiej zabieram od dłuższego czasu, ale jeszcze nie przeczytałam żadnej z jej książek... Może zacznę właśnie od tej. Podoba mi się tematyka. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przeczytałam jedną jej książkę i mam mieszane uczucia. Z jednej strony pisze kobieta prawdę (i fakty o których tak naprawdę każdy powinien wiedzieć typu jakoś jedzenia itd) a z drugiej strony chyba nie pojmuje, że nie każdy ma tyle pieniędzy i czasu żeby pozwolić sobie na niektóre rzeczy. No i połowa jej książki to rysunki albo jedno zdanie na całą stronie. Dla relaksu można poczytać, zgadzać się z nią nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię jej książki podróżnicze. Kiedyś czytałam "Między światami" i trochę irytował mnie jej styl pisania, ale pewne książki warto przeczytać dla zawartej w nich wiedzy, a z tej wydaje mi się, można się wiele dowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. beate pawlikowska oczywiscie kojarze ale żadnej jej ksiazki nie czytalam

    co do dzisiejszego jedzenia to ja tam wole nie myslec co w danym produkcie jest
    jesli mi smakuje to wszystko mi jedno

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze nie miałam okazjii przeczytać, ale chyba czas najwyższy :) Buziaczki Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam Panią Beatę :) w wolnej chwili podglądam ją na fb :) mam też kilka jej książek :) mądra, fajna kobieta.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię jej książki, chętnie przeczytam i tą ;)
    Dziękuje za wizytę i komentarz u mnie i zapraszam częściej,
    Może wspólna obserwacja?
    Jeśli tak, daj znać u mnie. Pozdrawiam ;)
    http://perfectlyimperfect92.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobra recenzja- nie za długa i nie za krótka. Nie wiem, czy chciałabym przeczytać ta książkę. Być może, kiedyś po nią sięgnę :)

    Bardzo spodobał mi się Twój blog. Zapraszam również do mnie, dopiero zaczynam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jestem pozytywnie nastawiona do Pani Beaty, kiedyś jej książka bardzo mi pomogła postawić pierwsze kroki na lepszej drodze życia. Trafia do mnie jej przekaz. Tej książki nie czytałam, ale chcę po nią sięgnąć. Zachęciłas mnie swoją recenzją - lubię konkretne książki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi się nie chce już czytać o tym, że wszystko co jemy i znajduje się wokół nas jest szkodliwe i zatrute. Najlepiej nie jedzmy nic, tylko oddychajmy. A nie... Tego też nie możemy robić - bo smog. :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie słyszałam o tej książce. Nie miałam też okazji czytać żadnej pozycji Pawlikowskiej. Możliwe, że jeżeli kiedyś na nią trafię to kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej:) Bardzo ładny adres bloga:) Co do książki to nie słyszałam o niej, ale raczej po nią nie sięgnę, gdyż nie mam zbytnio ochoty wnikać głębiej w to jak produkuje się jedzenie i jak bardzo jest skażone... Ja osobiście staram się zdrowo odzywiać, chociaz zdarza mi się coś zjeść niezdrowego.. hihi:)
    Pozdrawiam!!:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo lubię i cenię Beatę Pawlikowską :) Książka zapowiada się bardzo ciekawie, a Twoja recenzja tylko zachęca do sięgnięcia po książkę.
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  21. Słyszałam o niej i kiedyś chyba nawet chciałam przeczytać jedną z jej książek, ale tematyka jedzenia zdecydowanie nie leży w moich zainteresować ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. O Pani Beacie słyszałem bardzo dużo dobrego i w ogóle sama jej postać bardzo dobrze kojarzy mi się, a książka kusi - tym bardziej, że mam teraz małą obsesję na punkcie jedzenia.
    Kusisz tą książką!

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie czytałam żadnej książki Pawlikowskiej. Jednak bardzo lubię serię do nauki języków obcych "Blondynka na językach"

    OdpowiedzUsuń
  24. Hey!
    I saw your blog and I liked, I am following u now and I hope u can visit my blog and follow me back, great post.
    Kisses ^^

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja się w wielu kwestiach z panią Beatą nie zgadzam, więc jej książek kupować i czytać nie będę :)

    OdpowiedzUsuń
  26. ciekawie napisane, ale raczej nie moje klimaty :)

    Zapraszam do mnie
    http://zycie-z-kanapowcem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Jejku pierwszy raz o niej słyszę,ale jak najbardziej wpasowuje się w tematy, którymi się interesuję.Z miłą chęcią ją przeczytam,pozdrawiam cieplutko<3

    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ta książka to coś dla mnie, chętnie po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  29. Nigdy nie czytałam żadnej książki Pawilikowskiej, jakoś za dużo wokół tych publikacji szumu i na jedną recenzję pozytywną pojawiają się trzy negatywne. Ta dobrze się zapowiada, hociaż raczej nie dowiedziałabym się z niej niczego nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz zauważyłam, że zjadło mi "c" z chociaż :)

      Usuń
  30. Takie książki z pewnością nie przekonają nas do wyeliminowania wszystkich złych rzeczy, bo pewnie wtedy umarlibyśmy z głodu, ale pozwalają odżywiać się bardziej świadomie i racjonalniej podejmować decyzje zakupowe.

    OdpowiedzUsuń
  31. Bardzo lubię Beatę Pawlikowską i z chęcią ją oglądam/czytam gdy mam okazję. Obserwuję też jej fanpage na Facebooku i lubię motywujące treści, jakie publikuje.
    A takie "otwarcie oczu" na szkodliwe produkty jak najbardziej jest mi wskazane. Ostatnio zgłębiam takie tematy. Wszelka "prozdrowotność" mnie zainteresowała.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Wydaje się być dosyć ciekawą książką, kilka razy się na nią natchnęłam, ale jakoś nie miałam okazji jej przeczytać. Również lubie p. Beatę, szczególnie jej książki z cyklu "w dżungli.." :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Lubię tylko jej książki podróżnicze a wszelkie "poradniki" totalnie do mnie nie przemawiają. Często pisze to samo w różnych publikacjach i odbieram to po prostu jako "puste słowne zapychacze". Zdecydowanie wolę Pawlikowską jako zapaloną podróżniczkę, która opisuje swoje niesamowite wyprawy:))

    No, ale wszyscy nie muszą lubić tego samego:)

    OdpowiedzUsuń
  34. reklamy leków, suplementów są straszne

    OdpowiedzUsuń
  35. cenię ową panią za jej wiedzę ale jakoś nie czytałam nigdy jej książek:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Dla mnie Pawlikowska jest jedną z niewielu pisarek, które nie tylko dobrze się czyta, ale i słucha. Ciesze się, bo ostatnio wystartowała z kanałem na youtube, gdzie mogę jej sobie słuchać do woli :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Ta książka misi byc naprawdę ciekawą lektura i nie tylko na wieczór :)

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/02/loose-outfit.html

    OdpowiedzUsuń
  38. Autorkę kojarzę, ale do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z żadną z jej książek. Jeśli chodzi o pozycję, którą opisałaś to temat mnie zaciekawił i w wolnej chwili na pewno po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie wiedziałam że wydała książkę! Niekture jej postulaty są mi bliskie. Chętnie zajrzę do książki, ale poczekam aż będzie na wyprzedażach w Empiku :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Na okładce widzę ją pierwszy raz w "szpilkowym" wydaniu :) Najbardziej lubię ją w podróżach. Kalendarze jej autorstwa to jest mistrzostwo!

    OdpowiedzUsuń
  41. bardzo zaciekawiłaś mnie ta książką :D ale nie wiem czy chcę ją przeczytać, chyba się właśnie boję tego, że popadnę w jakąś żywieniową paranoję :D

    OdpowiedzUsuń
  42. Jakoś mnie nie ciągnie do takich książek :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  43. Jestem ciekawa tej pozycji. Lubię tego typu lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Bardzo lubię książki pani Beaty - pełne ciepła, mądrości

    OdpowiedzUsuń
  45. Jeszcze nigdy nie czytałam książki pani Pawlikowskiej. Brak czasu robi swoje, niestety.

    Zapraszam do mnie ponownie. :)
    http://kosmetykowkraina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  46. Lubię Pawlikowską, szczególnie lubiłam jej program w radio. A co do tej książki, to sama nie wiem czy chciałabym ją przeczytać... Ostatnio tak dużo mówi się o niezdrowym odżywianiu, że gdyby chciało się to wszystko wprowadzać w życie, to by sie umarło z głodu. Właściwie gdyby się tak zastanowić, to jest to bardzo smutne w jakim świecie obecnie żyjemy...

    OdpowiedzUsuń
  47. Pawlikowska to taka autorka ktorą albo się kocha albo nie lubi ( coby nie rzec nie cierpi ) . Dla mnie ona jest ciut oderwana od rzeczywistości ;) Przeczytałam jej parę książek i przestałam ją lubić ;) O powtórzeniach które mówisz - masakra, dla mnie nie do zniesienia :D Jest dla mnie za pozytywna, wpaja że w życiu jest wszystko super, że trzeba być pozytywnym itp, a życie nie składa się z samych radosnych chwil ;D Powiem szczerze że przez zrażenie przez poprzednie książki chyba bym mimo wszystko nie sięgnęła po nią :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Chętnie bym przeczytała tę książkę. I chyba muszę się rozejrzeć za innymi pozycjami tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  49. Ostatnio przeżyłam rozczarowanie jej książką "Blondynka w Japonii". Pawlikowska do tej pory była jedyną Polską autorką, którą lubiłam, a teraz jakoś mnie do niej nie ciągnie. Wiem też jakie ma podejście do samego jedzenia i uważam, że trochę przesadza pod tym względem. Po książkę raczej nie sięgnę :) Przynajmniej nie na dzień dzisiejszy.

    OdpowiedzUsuń
  50. Tą jej książkę przeczytam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja przeczytałam kilkanaście książek Pawlikowskiej i tą też jeszcze czytam. Uwielbiam tą autorkę, ale z dwoma pozycjami poleciała (negatywnie) po bandzie. No tak, piękne jest, to, że mówi nam prawdę, tylko np. pisała, że mrożonki są niezdrowe, a jest całkowicie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  52. Bardzo lubię styl pisania p. Pawlikowskiej i chętnie sięgnę po tę książkę. Z żywnością tak niestety jest w dzisiejszych czasach, że dużo produktów jest niezdrowych ale w końcu co tu jeść?

    OdpowiedzUsuń

TOP